W krótkowzrocznej perspektywie interes człowieka rzadko idzie w parze z interesem środowiska. Wręcz przeciwnie. Często wyraźnie z nim koliduje. Dzieje się tak pomimo starań aktywistów, ekologów, a także ostrzeżeń samych naukowców. Zasada „use it or lose it” jest jedną z przeszkód na drodze do tego, by chronić zagrożoną przyrodę.

Temat pojawił się ponownie przy okazji starań, jakie w 2020 roku poczyniła grupa Wyoming Outdoor Council. Dotyczyły terenów w pobliżu pasma górskiego Wind River, cennych ze względu na znajdujące się w nich złoża ropy naftowej. Jednocześnie to obszary wielkich migracji dzikiej zwierzyny, między innymi mulaka czarnoogonowego, jednego z jeleniowatych.

Władze stanowe, chcąc zdobyć dodatkowe środki, wystawiły na aukcję prawa do eksploatacji złóż. Zasada była prosta. Ten, kto zapłacił najwięcej, miałby prawo do korzystania i zarabiania na wydobywanej ropie. Wtem do licytacji włączyli się aktywiści z Wyoming Outdoor Council. Nie zamierzali jednak prowadzić eksploatacji. Wręcz przeciwnie. Chcieli uchronić cenne tereny przed szkodliwą dla przyrody działalnością.





Czym jest reguła use it or lose it?

Wydawałoby się, że jest to plan idealny. Stan pozyskałby fundusze, a jednocześnie można byłoby uniknąć postępującej dewastacji środowiska. Niestety na przeszkodzie stanął relikt ustawodawczej przeszłości – zasada „use it or lose it”, korzystaj albo oddaj. Pozwala ona na anulowanie umowy z kimś, kto nie prowadzi na danym terenie założonej działalności. I nie ma w tym przypadku znaczenia to, że ponosi wszystkie wynikające z kontraktu koszty.

Aktywiści i ekolodzy chwytają się najróżniejszych sposobów, napotykając różne przeszkody. Często niezrozumienie, nierzadko stare, nieprzystające do realiów prawo. Ten paraliż zazwyczaj podyktowany jest bardzo konkretnymi interesami. Można więc było sądzić, że uda się w ten sposób osiągnąć pewien kompromis.

To jednak, co działa bez problemu na gruntach prywatnych, nie sprawdziło się na obszarach stanowych. Mimo że korzystna, oferta złożona przez Wyoming Outdoor Council została więc odrzucona. Wyłącznie z tego powodu, że aktywiści nie zamierzali eksploatować dzierżawionego terenu.

Nie był to zresztą pierwszy raz, kiedy ekolodzy zderzyli się ze ścianą. W 2016 r. w południowym Utah aktywista Terry Tempest Williams wykupił prawa do eksploatacji tamtejszych złóż. On też nie zamierzał prowadzić działalności. Umowa została więc wycofana. Na podstawie Mineral Leasing Act. Ustawy z 1920 roku, co chyba najlepiej świadczy o absurdzie sytuacji.


Zdjęcie tytułowe: Park Narodowy Grand Teton, Wyoming (fot. Brady Stoeltz)
Źródło: hcn.org

Napisz komentarz