Tag

Slider

Browsing

Kolejne departamenty amerykańskiej policji decydują się na elektryczne radiowozy. Powody są przede wszystkim ekonomiczne. W porównaniu do pojazdów napędzanych silnikami spalinowymi, samochody elektryczne zapewniają znaczącą oszczędność podczas eksploatacji. Na tym jednak nie koniec.

Sykesville w stanie Maryland dołącza do miejsc, które stawiają na elektryczną rewolucję. Policjantów przekonał do siebie potężny SUV od Elona Muska – Tesla Model Y. To właśnie on we flocie amerykańskiej policji zastąpić ma paliwożerne Dodge Durango.

Na podjęciu takiej a nie innej decyzji zaważyły proste kalkulacje matematyczne oraz prognozy. Elektryczne radiowozy mają służyć dwukrotnie dłużej od tradycyjnych! Podczas gdy typowy samochód policyjny wykorzystywany jest przez pięć, maksymalnie sześć lat, Tesla Model Y w roli radiowozu posłużyć ma od dziesięciu do nawet dwunastu lat.

Jak wynika z wyliczeń Departamentu Policji w Sykesville, wyższy koszt zakupu Tesli zwróci się już po dwóch latach eksploatacji – i to pomimo dość dużej różnicy sięgającej 13 tys. dolarów. Elektryczna Tesla Model Y wyceniana jest w USA na ok. 52 tys. dolarów, podczas gdy benzynowy Dodge Durango kosztuje ok. 39 tys. Rocznie możliwe jednak będzie zaoszczędzenie ponad 6 tys. dolarów na kosztach paliwa oraz serwisowania. Już więc po upływie dwóch lat koszty zakupu radiowozów się zrównają.

Na tym jednak nie koniec. Bo kiedy policyjny Dodge Durango będzie udawał się na zasłużoną emeryturę i konieczny będzie zakup kolejnego, elektryczne radiowozy Tesli będą miały jeszcze przed sobą dobre kilka lat eksploatacji.

Policjanci z Sykesville nie są pierwszymi w Ameryce, którzy decydują się na taki właśnie krok. Także funkcjonariusze z innych komisariatów jeżdżą już Teslami – jeśli nie Modelem Y, to przynajmniej Modelem 3. Nie sposób nie przytoczyć po raz kolejny opinii, że przyszłość motoryzacji jest elektryczna. Jak się okazuje, w aspekcie pościgów policyjnych również.

KIA e-Niro – elektryczne radiowozy w Polsce (Gorzów)

Również polska policja modernizuje swoją flotę. We wrześniu 2021 roku Lubuska Policja kupiła dwa samochody elektryczne. Nie była to jednak Tesla, a KIA e-Niro. Dysponujące silnikami o mocy 204 KM pojazdy kosztowały niecałe 400 tys. złotych. Za sprawą akumulatorów o pojemności 64 kWh zasięg każdego z nich ma sięgać 455 km na jednym ładowaniu.

Jeden z polskich elektrycznych radiowozów trafił do policji w Gorzowie Wielkopolskim, drugi do policji w Zielonej Górze.

Radiowozy elektryczne dla poznańskiej policji

W grudniu 2021 roku elektryczne radiowozy wzbogaciły również flotę poznańskiej policji. Podobnie jak w przypadku lubuskiego, były to KIE e-Niro. Łącznie cztery sztuki, którymi od końca roku poruszają się policjanci w Poznaniu.


Zdjęcie tytułowe: Michael Förtsch/Unsplash
Źródło: Electrek, policja.pl

Aby postępujące zmiany klimatyczne nie pozostawały jedynie w sferze teoretycznych rozważań, niezbędne jest ich stałe monitorowanie. Im więcej danych – z im bardziej zróżnicowanych miejsc – tym lepiej. Pod tym względem Himalaje są szczególnie istotne. Ze względu na bardzo ograniczoną działalność człowieka, można tam badać klimat w jego wyjątkowo czystej postaci. I tak też poczynili naukowcy z Chińskiej Akademii Nauk. Właśnie podsumowali zmiany klimatyczne na Mount Everest.

Raport, który opublikowano w czasopiśmie Earth-Science Reviews, dotyczy przede wszystkim okolic Mount Everest. Jak jednak zaznaczają autorzy, potrzebne są dalsze badania – zwłaszcza w najwyższych partiach Himalajów, do których dostęp jest utrudniony.

Samochody elektryczne powoli stają się codziennością. Kolejni producenci składają jasne deklaracje – będą dożyć do wyeliminowania z produkcji pojazdów napędzanych silnikami spalinowymi. Coś, co jeszcze niedawno wydawało się odległą przyszłością, powoli zaczyna tworzyć rzeczywistość. Ale rzeczywistość wcale nie musi być nudna – podobnie jak elektryczne samochody. Najlepszym tego dowodem: elektryczne MINI z silnikiem Tesli.

Nie jest to, rzecz jasna, żaden nowy wynalazek. Wręcz przeciwnie. To Austin MINI 850 z 1967 roku. Samochód tak bardzo brytyjski, jak to tylko możliwe. I tak mało elektryczny jak tylko się da. Wyprodukowany w czasach, w których o silnikach elektrycznych w samochodach nikt nie myślał poważnie – jak właściwie powstał?

Koniec zimy oznacza zmiany zachodzące w przyrodzie. Podnosi się temperatura, przyroda budzi się do życia. Śnieg topnieje… czy aby na pewno? Bo choć niewielkie warstwy pokrywające ulice czy chodniki znikają bardzo szybko, to usypane hałdy śniegu potrafią trwać i trwać. Dlaczego zaspy leżą tak długo?

To jedna z tych rzeczy, na które z początku nie zwracamy uwagi. Z czasem okazuje się jednak, że wiosna właściwie już w pełni, a one wciąż tam są. Jeśli jednak lepiej się nad tym wszystkim zastanowić, sprawa szybko się wyjaśnia.

Zasadniczo istnieją trzy przyczyny odpowiadające za to, dlaczego zaspy leżą tak długo

Entalpia, czyli ile energii potrzeba do zmiany stanu skupienia

Pierwszą kwestią jest entalpia czy też ciepło utajone. W największym skrócie oznacza ono ilość energii niezbędną do przekształcenia rzeczy – w tym przypadku śniegu – ze stanu skupienia stałego w ciekły. Im większa śnieżna hałda, tym więcej tej energii potrzeba. Kilka pierwszych przebłysków słońca, choć z pewnością witanych entuzjastycznie, nie wystarczy.

Kolejne warstwy śniegu tworzą na zaspie „izolację” przed promieniami słońca

Druga rzecz to to, w jaki sposób śnieżne zaspy powstają. Czy to ręką człowieka czy za pomocą maszyny, proces zwykle jest ten sam. Kolejne warstwy śniegu zgarniane są w jedno miejsce, a góra rośnie i rośnie. W niektórych przypadkach do naprawdę imponujących rozmiarów. Do tego stopniowo się ubija – może nie tyle ma to znaczenie w przypadku pracy łopatą, ale już pług czy inny spychacz mają w tej kwestii duże znaczenie. Co się wtedy dzieje? Środek zaspy ulega zbiciu, natomiast świeżo dodana warstwa śniegu tworzy swoistą izolację. Oddziela „wnętrze” hałdy od czynników zewnętrznych, co dodatkowo spowalnia roztapianie śniegu.

Niewiele pada, przez co nie występuje najłatwiejszy środek do pokonania bariery – to kolejny z powodów, dlaczego zaspy leżą tak długo

Trzecia przyczyna, dlaczego zaspy leżą tak długo, wiąże się z drugą. Mowa o tym, w jaki sposób najłatwiej „pokonać ochronę”, czyli przebić się przez zewnętrzną warstwę hałdy. Otóż w największym stopniu sprawę ułatwia… deszcz. To właśnie krople drążące śnieżną pokrywę ułatwiają dostęp do wnętrza promieniom słonecznym i ostatecznie zebranie takiej ilości energii, która doprowadzi finalnie do roztopienia zaspy.

*

I to właśnie przyczyny, dlaczego zaspy leżą tak długo. Jest to najzupełniej normalne zjawisko – nie trzeba się nim martwić ani specjalnie mu dziwić. Zamiast tego lepiej cieszyć się dobrą pogodą, korzystać z promieni słońca… a rzucając okiem na śnieżne pozostałości przypomnieć sobie, że jeszcze kilka dni czy tygodni wcześniej świat wyglądał zupełnie inaczej. Kto wie, może to też okazja, by jeszcze zdążyć ulepić ostatniego tej zimy bałwana?


Zdjęcie tytułowe: Justin Snyder/Unsplash

Czy zdrowe życie i miejskie życie wzajemnie się wykluczają? Niekoniecznie. Najlepiej pokazuje to ranking Lenstore. Brytyjczycy ponownie wybrali 10 najzdrowszych miast do życia – dziesięć miast, w których żyje się najzdrowiej, ale też najłatwiej zdrowe życie prowadzić. Jak wiadomo, każda z tych rzeczy jest subiektywna – ale każdą warto wziąć pod uwagę, decydując o miejscu zamieszkania.

Na to, jak zdrowo żyje się w danym miejscu składa się wiele czynników. Dlatego autorzy Healthy Lifestyle Cities Report 2022 skoncentrowali się na dziesięciu parametrach. Analizowali między innymi poziom zanieczyszczeń powietrza, ale też liczbę godzin słonecznych czy… ceny karnetu na siłownię.

Wzięli pod uwagę 44 duże miasta z całego świata, a wyniki rankingu pokazują kilka ciekawych zależności. Okazuje się, że generalnie najzdrowiej żyje się w Europie. Najgorzej – w Ameryce. Warto jednak pamiętać, że zestawienie nie obejmowało wszystkich metropolii. Co więcej, w większości przypadków ocena – pomimo przyjętych kryteriów – pozostaje mocno subiektywna.

10 najzdrowszych miast do życia w 2022 r. według Lenstore

Oto duże miasta, w których najłatwiej o zdrowe życie:

  1. Wiedeń, Austria
  2. Dubaj, Zjednoczone Emiraty Arabskie
  3. Kopenhaga, Dania
  4. Frankfurt, Niemcy
  5. Amsterdam, Holandia
  6. Helsinki, Finlandia
  7. Berlin, Niemcy
  8. Sztokholm, Szwecja
  9. Fukuoka, Japonia
  10. Genewa, Szwajcaria

Zatem wśród 10 najzdrowszych miast do życia w 2022 r. aż osiem to miasta europejskie. Dwa, które uzupełniają zestawienie, znajdują się po przeciwnych stronach Azji. Zwyciężył Wiedeń. To właśnie w austriackiej stolicy najmilej będzie żyło się tym, którzy chcą zadbać o zdrowie, nie uciekając przy tym od cywilizacji.

Tam, gdzie pojawiają się wielcy wygrani, zawsze są też wielcy przegrani.

10 najmniej zdrowych dużych miast do życia w 2022 r.

Opierając wnioski na tej części rankingu warto szczególnie mocno mieć na uwadze fakt, że obejmował on „jedynie” 44 metropolie – i z całą pewnością znalazłyby się takie miasta, w których żyje się mniej zdrowo. Decyzją autorów raportu nie trafiły jednak do zestawienia.

  1. Nowy Jork, Stany Zjednoczone
  2. Hongkong
  3. Johannesburg, Południowa Afryka
  4. Moskwa, Rosja,
  5. Mexico City, Meksyk
  6. Londyn, Wielka Brytania
  7. Waszyngton, Stany Zjednoczone
  8. Szanghaj, Chiny
  9. Chicago, Stany Zjednoczone
  10. Boston, Stany Zjednoczone

Jeśli więc komuś zależy na zdrowym życiu, od USA i Chin powinien trzymać się z daleka… choć to akurat wnioski podyktowane zupełnie innymi czynnikami niż te, które uwzględnione zostały w powyższym rankingu.

Zdjęcie tytułowe: Dan V/Unsplash
Źródło: Lenstore

Wiecznie dostępni, wiecznie online. Podłączeni do sieci przez 24 godziny na dobę. Technologia, która miała ułatwiać życie, wielu użytkownikom je zrujnowała. Płacą pogorszonym zdrowiem psychicznym, ale i fizycznym. Stąd coraz więcej osób decyduje się przejść cyfrowy detoks, czyli odpocząć od internetu oraz urządzeń elektronicznych.

Są wszędzie. W XXI wieku nawet lodówki muszą być smart. Zresztą co tam lodówki, to już niemal przeżytek. A gdyby ktoś zażyczył sobie „inteligentny czajnik” wyposażony np. w Bluetooth? Nic prostszego. Za pomocą aplikacji można zagotować wodę. Można też otrzymać na swój telefon powiadomienie, kiedy już zagotowana woda ochłodzi się do założonej temperatury – optymalnej choćby do parzenia zielonej herbaty.

Pracować ciężej – osiągnąć więcej. W pogoni za mitycznym sukcesem spędzamy, głównie za biurkiem, coraz więcej czasu. Bo pracowitość jest cnotą, choć nie powinna. Ceniona powinna być wydajność pracy, efektywność. Tymczasem ważniejsza okazuje się „pracowitość”, której – błędnie pojmowanej – konsekwencją jest właśnie pracoholizm.

Czym jest uzależnienie od pracy? Jak je rozpoznać? I choć pytań jest wiele, tak odpowiedzi brakuje. Samo zjawisko pracoholizmu badane jest dopiero od niedawna – w naukowej literaturze opisane zostało dopiero pod koniec lat 60. XX wieku. Naiwnością byłoby jednak sądzić, że dopiero wtedy zaistniało w społeczeństwie rządzonym przez etos pracy.

W 2021 roku stolica Japonii zamieszkiwana była przez prawie 14 milionów osób, ale to tylko część prawdy. Wszystko zależy od tego, jakie granice wziąć pod uwagę. Jeśli samo miasto właściwe, wówczas liczba ludności Tokio „maleje” do niecałych 10 milionów. Jeśli zaś uwzględnić całe Wielkie Tokio – jako obszar metropolitalny położony nad Zatoką Tokijską – wówczas liczba ta rośnie do ponad 38 mln mieszkańców. To więcej niż mieszkańców ma cała Polska.

O wyjątkowości Tokio można opowiadać długo i nawet dobrze nie napocząć jego historii czy kultury. Dlatego tym razem wybór największych ciekawostek i osobliwości, z których słynie japońska stolica.

Każdego roku świat stawia przed nami kolejne wyzwania. Zapotrzebowanie na energię stale rośnie, tymczasem jej odpowiedzialne pozyskiwanie – jak się wydaje – zostało daleko w tyle. Czy niebieska energia okaże się rozwiązaniem przynajmniej części problemów? Możliwe. Póki co jednak więcej jest związanych z nią wyzwań. Prace więc trwają… i warto im kibicować.

Podobnie jak zielona energia, pochodząca z odnawialnych źródeł, tak samo niebieska energia to określenie, które z czasem stanie się jeszcze popularniejsze. Na tym nie koniec podobieństw. Zarówno w jednym, jak i drugim przypadku, chodzi o ogólną kategorię – bez wskazywania, jak konkretnie niebieska czy też błękitna energia miałaby być pozyskiwana. Możliwości jest bowiem co najmniej kilka – a każda przedstawia się obiecująco. Żadna nie jest niestety pozbawiona wad.

Choć proces ten z całą pewnością trwał zdecydowanie dłużej, wydaje się jakby Zanzibar dosłownie z dnia na dzień stał się ulubioną wakacyjną wyspą Polaków. Nieprzypadkowo. Wydaje się rajem. Co więcej, rajem położonym stosunkowo blisko – zaledwie kilka godzin bezpośredniego lotu samolotem z Warszawy. Na miejscu jest stosunkowo niedrogo (zwłaszcza w porównaniu z innymi egzotycznymi wyspami), a do tego często wystarcza… znajomość polskiego. Zanzibar skolonizowany został przez Polaków nie tylko turystycznie, ale i biznesowo.

Większość turystów przyjeżdża na klasyczny wypoczynek – tygodniowe lub dwutygodniowe wakacje. Odwiedza w tym czasie podstawowe atrakcje. Wizyta w Stone Town jest najważniejsza. Poza tym słońce, plaża i kąpiele w zjawiskowej – i zjawiskowo ciepłej – wodzie Oceanu Spokojnego. To wszystko, czego potrzeba. Wyspa, tak jak nieznana była pierwszego dnia pobytu, tak nieznana pozostaje w dniu jego zakończenia.