Dotychczas, aby – jako turysta – dostać się na Antarktydę, trzeba było najczęściej dolecieć do Argentyny i wsiąść na pokład statku odpływającego z miejscowości Ushuaia. Pierwsze lądowanie na Antarktydzie w wykonaniu pasażerskiego airbusa A340 ma szansę to zmienić.

Jeśli kolejne linie lotnicze pójdą w ślady portugalskiego przewoźnika Hi Fly, dotarcie na lodowy kontynent stanie się znacznie łatwiejsze – dla naukowców z całego świata i dla turystów.

Airbus A340  wystartował z Kapsztadu 22 listopada 2021 r. Lot potrwał 5 godzin. Samolot prowadził Carlos Mirpuri, kapitan, a zarazem wiceprezes Hi Fly. Na pokładzie, oprócz załogi, znaleźli się też członkowie Wolf’s Fang Camp, obozu należącego do firmy zajmującej się komercyjnie turystycznymi wycieczkami na Antarktydę.





„Było to pierwsze lądowanie na Antarktydzie w wykonaniu airbusa A340”, ogłosił chwilę po wylądowaniu kpt. Carlos Mirpuri. Dodał też, że to wydarzenie, które przejdzie do historii.

Czym historyczne, pierwsze lądowanie na Antarktydzie różniło się od lądowania na większości typowych lotnisk na pozostałych kontynentach? Przede wszystkim infrastrukturą – a właściwie jej brakiem. Na Antarktydzie nie można było liczyć na pomoc obsługi naziemnej. Był jedynie wyrzeźbiony w lodzie pas. I pilot – zdany na samego siebie i instrumenty pokładowe.

Na kontynencie znajduje się łącznie kilkadziesiąt mniejszych i większych pasów startowych. Wykorzystywane są do przewozu naukowców oraz sprzętu badawczego. Nikt jednak do tej pory nie zdecydował się na budowę na Antarktydzie lotniska z prawdziwego zdarzenia. I choć lot należącego do Hi Fly airbusa miał cel przede wszystkim reklamowy, to z całą pewnością pokazał nowe możliwości. Jak zostaną wykorzystane – czas pokaże.

Pierwsze lądowanie na Antarktydzie airbusem a340 na nagraniu

Powyższy film pokazuje, jak wyglądały przygotowania do pionierskiego lotu oraz on sam. Pierwsze lądowanie na Antarktydzie pasażerskiego airbusa zakończyło się powodzeniem. Czy będą kolejne? Prędzej czy później – na pewno. Póki co jednak jest to melodia przyszłości. Na kontynencie nie ma póki co warunków do obsługi wzmożonego ruchu. Konieczne będą duże inwestycje. Pytanie tylko, czy i kto będzie gotowy je ponieść.


Zdjęcie tytułowe: Marc Bow, źródło: materiały prasowe

Napisz komentarz