Choć proces ten z całą pewnością trwał zdecydowanie dłużej, wydaje się jakby Zanzibar dosłownie z dnia na dzień stał się ulubioną wakacyjną wyspą Polaków. Nieprzypadkowo. Wydaje się rajem. Co więcej, rajem położonym stosunkowo blisko – zaledwie kilka godzin bezpośredniego lotu samolotem z Warszawy. Na miejscu jest stosunkowo niedrogo (zwłaszcza w porównaniu z innymi egzotycznymi wyspami), a do tego często wystarcza… znajomość polskiego. Zanzibar skolonizowany został przez Polaków nie tylko turystycznie, ale i biznesowo.

Większość turystów przyjeżdża na klasyczny wypoczynek – tygodniowe lub dwutygodniowe wakacje. Odwiedza w tym czasie podstawowe atrakcje. Wizyta w Stone Town jest najważniejsza. Poza tym słońce, plaża i kąpiele w zjawiskowej – i zjawiskowo ciepłej – wodzie Oceanu Spokojnego. To wszystko, czego potrzeba. Wyspa, tak jak nieznana była pierwszego dnia pobytu, tak nieznana pozostaje w dniu jego zakończenia.

Miasto i archipelag owszem. Z technicznego punktu widzenia Zanzibar to jednak nie wyspa – choć większość osób tak właśnie o nim myśli

Na początek warto wyjaśnić jedną kwestię. Na Archipelag Zanzibar składają się dwie duże wyspy – Unguja i Pemba – oraz wiele innych, pomniejszych[1]. To właśnie Unguja jest tą najchętniej odwiedzaną. To na niej znajduje się też miasto Zanzibar. Pemba położona jest nieco dalej na północ, Mafia na południe, jeszcze kawałek dalej niż Dar es Salaam.





To nie koniec. Jest jeszcze między wieloma innymi Changuu. Ma zaledwie 800 metrów długości, a ponieważ leży zaledwie kilka kilometrów od Skalnego Miasta, to właśnie stamtąd najłatwiej na nią przepłynąć. Przewoźników w łódkach – i pełnej gotowości, by wyruszyć – na pewno nie zabraknie.

Pemba, podobnie jak Unguja, jest wyspą popularną turystycznie. Mafia – co nie ma związku z jej groźnie brzmiącą nazwą – już mniej. I na Pembę(PMA)*, i na Mafię(MFA) dostać można się samolotem. Na obu funkcjonują lotniska łączące je z kontynentalną Tanzanią oraz główną wyspą Zanzibaru.

* Warto mieć na uwadze, że Pemba Airport w Tanzanii – PMA – i Pemba Airport w Mozambiku – POL – to dwa różne lotniska. Pomyłka w rezerwacji mogłaby być tyleż kosztowna, co zaskakująca.

Pemba i Mafia – alternatywa dla Zanzibaru

Z roku na rok Unguja staje się miejscem coraz bardziej turystycznym. Otwierane są kolejne hotele i już teraz wyspa niewiele różni się od europejskich resortów – przynajmniej jeśli wziąć pod uwagę wyłącznie to, co widać na pierwszy rzut turystycznego oka. Prawdziwe życie na wyspie, czyli rzeczywistość poza turystyczną bańką, wygląda zupełnie inaczej… Ale to opowieść na inny moment.

Druga najwyższa wieża Afryki stanie u wybrzeży Zanzibaru

Na temat tego, jak Unguję widzą rządzący, niech świadczy fakt, że u jej wybrzeża stanąć ma Zanzibar Domino Commercial Tower, czyli druga najwyższa wieża w całej Afryce. Ustępując pod względem wysokości jedynie Carlton Centre Office Tower z Południowej Afryki, Zanzibar Domino ma mieć siedemdziesiąt pięter. Na nich hotele, restauracje, sklepy, punkty usługowe, a także biura. Autorzy projektu wycenionego na bagatela 1,3 miliarda dolarów argumentują, że to szansa dla wyspy, by wspomóc turystykę po trudnych czasach pandemii. Przeciwnicy wskazują natomiast, że gigantyczna budowla całkowicie zmieni krajobraz archipelagu.

Pływający hotel to jedna z atrakcji Pemby

Pemba, druga z dużych wysp tanzańskiego archipelagu, również jest w dużej mierze turystyczna. Większość turystów rozważających pobyt w tym miejscu słyszała zapewne o Manta Resort, w ramach którego można wynająć sobie pokój pod wodą. Złożona z trzech kondygnacji konstrukcja znajduje się 250 metrów od brzegu, oferuje wyjątkowe doświadczenia i… z pewnością nie należy do najtańszych. Trzeba liczyć się z wydatkiem przynajmniej 1800 dolarów za noc – i na jednej nie da się poprzestać. Minimum podczas rezerwacji wynosi trzy doby. Chętnych nie brakuje – ale może to i dobra okazja, by zwrócić się też w drugą stronę.

Mafia Island uchodzi za raj dla wielbicieli nurkowania

Nazwa wyspy z gangsterami – nie tylko włoskimi – nie ma nic wspólnego. Przeciwnie. Wywodzi się z języka swahili, w którym mahali pa afya oznacza „zdrowe miejsce do zamieszkania”. I rzeczywiście, tak właśnie jest na Mafia Island. Zdecydowanie cichsza niż Unguja, wyspa ta jest rzadziej odwiedzana przez turystów. Trudniej się na nią dostać, ale z pewnością warto. By spacerować boso, by nurkować, podziwiając fantastyczną przyrodę. By odpocząć od tłumów. Nacieszyć się klimatem Zanzibaru, ale z dala od turystów spragnionych typowo kurortowych rozrywek. Według szacunków, na Mafia Island dociera zaledwie 7 tys. osób z zewnątrz rocznie[2]. Znajdzie się więc miejsce dla kilku więcej.

Co dalej z Zanzibarem?

W 2021 roku lokalne władze zdecydowały o otwarciu kolejnych dziesięciu wysp na zagraniczny kapitał[3]. Chodziło o przyciągnięcie uwagi inwestorów gotowych zostawić w archipelagu niemałe pieniądze. Zarówno inwestorów prywatnych, jak i tych, którzy na wyspach Zanzibaru chcieliby prowadzić biznes. Stąd zachęty podatkowe, obietnice rezydencji oraz liczne ustępstwa, które miały zachęcić do inwestowania m.in. na Changuu, Bawe, Chumbe, Kwale czy Misali. Jak zmieni się archipelag i jakie atrakcje dołączą do katalogu turystycznych must-see, przyszłość pokaże.

Tymczasem na Zanzibarze wiele kwestii pozostaje jeszcze do rozwiązania. Śmieci, nieczystości – ukrywane tylko przed wzrokiem przyjezdnych, a gromadzone gdziekolwiek się da – to jeden z problemów. Albo, by nadać rzeczy bardziej optymistyczny ton, wyzwań.

Władze i mieszkańcy wysp Zanzibaru będą musiały też podjąć ważne decyzje dotyczące przyszłości energetycznej archipelagu. To sprawa nie tylko dostarczenia wystarczającej ilości prądu do wszystkich potrzebujących. To również kwestia tego, jak osiągnąć to, nie niszcząc środowiska. Możliwości jest wiele – elektrownie wiatrowe, słoneczne. Pojawił się również pomysł wykorzystania tzw. procesu waste-to-energy, polegającego na odzyskiwaniu energii z przetwarzania odpadów.

Jeszcze innym z wyzwań pozostaje podnoszona już kilka lat temu kwestia odkrywek – zarówno legalnych, jak i nielegalnych – z których pozyskiwano m.in. piasek potrzebny do budowy domów. Wyeksploatowane „złoża” najczęściej zostawiano bez żadnego zabezpieczenia. To ryzyko, że ktoś wpadnie do dołu i zrobi sobie krzywdę – a jeśli w ramach splotu nieszczęśliwych okoliczności dojdzie do ulewnych deszczy, pojawia się ryzyko utonięcia.

I nie chodzi w tym wszystkim o to, by zniechęcić kogokolwiek do wycieczki na Zanzibar. Bardziej o to, by przypomnieć, że to nie wyspa, a cały archipelag. I że warto czasem wyjrzeć poza turystyczną bańkę. Zobaczyć świat takim, jaki jest naprawdę – a nie takim, jakim malują go foldery biur podróży. Te bowiem rzadko kiedy mają cokolwiek wspólnego z rzeczywistością.

Zanzibar FAQ:
Język urzędowy: angielski, swahili
Religia: przeważnie islam
Czy Zanzibar to kraj? Nie, to nazwa archipelagu oraz miasta na wyspie Unguja.


Zdjęcie tytułowe: Kobiety na wyspie Changuu (Photo by Giacomo Berardi on Unsplash)
Źródła: [1] britannica.com, [2] travelweekly.com, [3] internationalinvestment.net

Napisz komentarz