Wysiadając z helikoptera, badacze nie wiedzieli jeszcze, że wylądowali zupełnie nie tam, gdzie się spodziewali… Byli przekonani, że znaleźli się na Oodaaq. Podobnie jak w kilkudziesięciu innych miejscach pobrali więc próbki i po mniej więcej kwadransie odlecieli w swoją stronę, nie zdając sobie sprawy, że oto właśnie odkryta została nowa najdalej na północ wysunięta wyspa Ziemi.

Tymczasem od Oodaaq dzieliło ich dobre 120 kilometrów. I to w zupełnie przeciwnym kierunku.

Jeszcze dalej niż północ, czyli… gdzie właściwie kończy się świat

W którym dokładnie miejscu znajduje się sięgający najdalej na północ fragment stałego lądu? To kwestia tyleż nurtująca, co dyskusyjna. Amerykański odkrywca Robert Peary, który w 1900 roku dotarł do Kap Morris Jesup, uznał, że tytuł należy się temu właśnie przylądkowi[1]. Jego skrajny punkt oddalony jest od geograficznego bieguna północnego o 710 kilometrów.

Co istotne, nawet Peary nie zdawał sobie sprawy z faktu, że niejako unieważnił swoje własne odkrycie – bo w tym samym roku dotarł również na wyspę Kaffeklubben (nazwa ta została nadana dużo później). Rzecz w tym, że Kaffeklubben i biegun północny dzieliło już tylko 707 km.

Tę właśnie kwestię próbowała potwierdzić ekspedycja z 1978 roku pod przewodnictwem Uffe Petersena. Duńczyk miał za zadanie rozstrzygnąć ostatecznie, co leży najbliżej bieguna – Kap Morris Jesup czy Kaffekluben. Okazało się, że ani jedno, ani drugie. Podróżując po regionie, Petersen z zespołem natrafili na kolejną wyspę. Miała zaledwie 15 m długości i  8 szerokości. Otrzymała nazwę Oodaaq, od imienia Inuity, który brał udział w wyprawie. Jeszcze ważniejsza okazała się kwestia oddalenia od bieguna – tę wyznaczono na 705 km, uznając, że Oodaaq właśnie to najdalej na północ wysunięta wyspa Ziemi.

Do czasu…

Oodaaq nie jest już najdalej na północ wysuniętą wyspa Ziemi

Pechowa czy też – wręcz przeciwnie – szczęśliwa ekspedycja z 2020 roku wróciła do domu, gdzie poszczególni jej członkowie wrócili do swoich zajęć. Wśród naukowców znajdował się też duński dziennikarz Martin Breum. I to właśnie on, przeglądając notatki z wyprawy, zauważył, że coś się ewidentnie nie zgadza. Zadzwonił do Mortena Rascha z Uniwersytetu Kopenhaskiego, kierownika zespołu, który nieszczególnie przejął się odkryciem.

„Nie przywiązałem do tego większej uwagi”, opowiadał później ze śmiechem Rasch.

Martin Breum miał jednak temat, którego ani myślał odpuścić.

Wraz z pierwszymi artykułami w duńskich gazetach pojawiło się zainteresowanie mediów. Lokalnych, krajowych, a potem całego świata. Rasch z sensacji nie zdawał sobie nawet sprawy, zajęty obowiązkami na stacji badawczej w Qeqertarsuaq na Grenlandii. Cały szum mógłby go ominąć, gdyby nie reporterzy dobijający się z prośbami o wywiad.

„Rekordowa” wyspa, której miało nie być, wzbudza kontrowersje

Około 45 metrów w jednym kierunku, 30 w drugim. Nowo odkryty ląd nie imponuje rozmiarami. W swoim najwyższym punkcie wystaje ponad poziom wody zaledwie na niecałe 4 metry. Mimo to wiele osób zastanawia się, jak to możliwe, że przez tyle czasu – przy tak zaawansowanych badaniach Arktyki – nie zauważono wyspy wcześniej. Potencjalnych możliwości jest kilka. Mogła być przykryta lodem. Równie dobrze jednak mogło… w ogóle jej nie być.

W rozmowie z magazynem Atlas Obscura[2] Morten Rasch tłumaczy:

„Te wyspy są efemeryczne. Poziom wody na obszarze na północ od Grenlandii jest bardzo niski, jest tu dużo lodu morskiego. Jeśli z północy wieje silny wiatr, masy lodowe popychane są w stronę wybrzeża i od czasu do czasu zahaczają o dno, oddziałując jak buldożer”.

W ten sposób mogą zostać usypane czy też uformowane nowe wyspy. Prawdopodobnie tak przed laty powstała Oodaaq i prawdopodobnie tak również mogło być z ostatnio odkrytą.

Jak wyspy pojawiają się i znikają

Dla geologów zjawisko to nie jest niczym nowym – Ziemia jest cały czas aktywna i niemal nieustannie gdzieś na świecie jakiś skrawek lądu objawia się ponad powierzchnią wody. Czasem zostaje na dłużej, czasem zaś znika równie „szybko”, jak się pojawił. Wystarczy wspomnieć o wyspie, która dopiero co pojawiła się 50 km na południe od japońskiej Iwo Jimy. W jej wypadku zjawiskiem odpowiedzialnym była podwodna erupcja wulkaniczna[3].

Wróćmy jednak jeszcze na moment do Arktyki. Morten Rasch dodaje, że nowa najdalej wysunięta na północ wyspa Ziemi nie ma nic wspólnego ze zmianami klimatycznymi. Te akurat do jej uformowania się nie przyczyniły. Mogą natomiast pomóc jej przetrwać. Mniej lodu morskiego oznacza mniejsze prawdopodobieństwo, że któraś z mas „zedrze” wyspę z powierzchni.


Disclaimer: artykuł poświęcony Grenlandii trafił do kategorii „Ameryka Północna i Środkowa”, ponieważ do niej geograficznie przynależy wyspa. Jej powiązania z Europą – choć niezaprzeczalne – są historyczne i polityczne, nie geograficzne.

Źródła: [1] Britannica.com, [2] AtlasObscura.com, [3] TheGuardian.com

Zdjęcie tytułowe: Zachód słońca nad Grenlandią (Photo by William Bossen on Unsplash)

Zostaw komentarz