Na świecie nie brakuje wizjonerów, z tym że większości z nich nikt nie traktuje poważnie. Pozostają odosobnieni w swoich wyprzedzających czasy pomysłach. Oczywiście wśród wizjonerów mnóstwo jest też szaleńców – i czasem trudno odróżnić jednych od drugich. Granica między geniuszem a szaleństwem bywa naprawdę cienka. Do której grupy zaliczyć parę, której zamarzyło się wino z Norwegii?

Skandynawia to bodaj jedno z ostatnich miejsc, w których można by spodziewać się uprawy winorośli. Mniej prawdopodobna w tym względzie wydaje się Grenlandia czy Antarktyda. Jednak Gvarv to jedno z najcieplejszych miejsc w całej Norwegii. Wieś, położona w regionie Telemark, oddalona jest od Oslo o 140 kilometrów. Dwie godziny drogi samochodem. To w niej znajduje się Lerkekåsa vingård, winiarnia Lerkekåsa. Prawdopodobnie najdalej na północ położona winnica na świecie.

Polskie wino ma swoich zwolenników – trudno jednak stwierdzić, czy bardziej przemawiają za nimi patriotyczne uczucia czy faktyczna enologiczna obiektywność. Większość osób jest jednak zgodna – warunki w Polsce nie sprzyjają uprawie winorośli. Co natomiast powiedzieć o warunkach panujących w Norwegii?

Jeszcze dalej na północ. Chłodniej. Mniej słońca. Z drugiej strony czystsze powietrze i – być może – więcej entuzjazmu. Kiedy wiosną 2008 roku Joar Sættem i jego żona Wenche Hvattum umieszczali w ziemi pierwsze sadzonki, nikt nie wróżył im powodzenia. Ale przedsiębiorczy Norwegowie nie zamierzali się tym przejmować. Dzisiaj Lerkekåsa to nie tylko winiarnia. To również gospodarstwo agroturystyczne, w którym można spędzić urlop. Wino z Norwegii na pewno go umili.

Historia Lerkekåsa vingård zaczęła się w 2007 roku – od niewielkiej działki nawprost jeziora Norsjø

W Gvarv, skąd pochodzi jedyne wino z Norwegii, mieszka niecały tysiąc osób. W miejscu, w którym dzisiaj znajduje się winnica, wcześniej był sad jabłkowy. Uprawiano też różne warzywa. Tam, gdzie niegdyś trzymano drób i świnie, funkcjonuje obecnie niewielka galeria sztuki. Powiedzenie perły przed wieprze nabiera tu szczególnego znaczenia.

Sam teren jest dobrze nasłoneczniony – przynajmniej jak na warunki choć południowej, to wciąż Norwegii. Winnica położona jest 100 m nad poziomem morza. Gleba bogata jest w minerały – zasila ją woda z lodowców płaskowyżu Hardangervidda. To właśnie lodowce odpowiadają za piękny krajobraz okolicy. I to one sprawiają, że miejsce zdecydowanie warte jest odwiedzenia. Podobnie zresztą jak reszta Norwegii – tak bliskiej, a tak innej.

Różowe wino z Norwegii, czyli jak przekonać winorośl, by rosła w skandynawskim klimacie

Właściciele winnicy zasadzili w 2008 roku 400 sadzonek. Rok później kolejne 1300. Wiedzieli, że stawianie na typowe odmiany winorośli nie ma sensu, jako że te przystosowane są do zupełnie innego klimatu. W Norwegii owocowałyby zbyt mało obficie, same zaś owoce nie byłyby wystarczająco słodkie.

Eksperymentowaliśmy z różnymi odmianami winorośli, które mogły wytrzymać nieco chłodu. Niektóre przemarzły na śmierć, ale udało nam się znaleźć dwie odmiany, które dało się wykorzystać.

tłumaczył Joar Sættem w 2016 r. w wywiadzie dla Dagsavisen[1].

Jedną z tych odmian był hasanski sladki, wywodzący się z Rosji. Drugą – całkiem dobrze znany u nas solaris.

Na tym ambicje norweskich winiarzy się nie skończyły. Z czasem dołączyły kolejne odmiany – pochodzący z Ameryki Północnej valiant, ale też rondo (uprawiane m.in. w Polsce), kuzminski czy golubok. Okazjonalnie, by uatrakcyjnić ofertę, właściciele winnicy wykorzystują domieszki innych odmian. Produkują również „wina owocowe”. Z całą pewnością wina z Norwegii stanowią ciekawostkę. Ciekawostkę, która raczej nie zawojuje serc wielbicieli wina, natomiast z pewnością dołączy do listy „rzeczy do spróbowania”.

Norweskie wino to eksperyment – nic nie stoi na przeszkodzie, by wybrać się do Gverv i spróbować go samemu

Z tym że pierwotnym właścicielom Lerkekåsa vingård chodziło o coś więcej. Chodziło o przyszłość. Brali pod uwagę ocieplenie klimatu. I z tego powodu winnica w Norwegii wydawała im się całkiem rozsądnym pomysłem. Co poszło nie tak? Trudno powiedzieć. W każdym razie w 2018 roku zdecydowali się oni sprzedać całe przedsięwzięcie. Liczyli oczywiście na to, że ich następcy kontynuowali będą wizję. I tak też się stało.

Właściciele Lerkekåsa vingård, którzy produkują wino z Norwegii. Źródło: Lerkekasa.no

Dzisiaj w Lerkekåsa vingård rządzą Odd Eugen i Lill Gjestad Wollberg[2]. Kupili winnicę i nie zamierzają ustawać w produkcji norweskiego wina. Podobnie zresztą jak w prowadzeniu gospodarstwa agroturystycznego. Jedno drugiemu w niczym nie przeszkadza. Jedno i drugie napędza się wzajemnie.

I choć wino z Norwegii pozostaje ciekawostką – notabene niezbyt pozytywnie ocenianą w hermetycznym świecie aplikacji Vivino – to pokazuje, że śmiałe projekty realizować można pod najróżniejszymi szerokościami geograficznymi. Również tam, gdzie nikomu nic podobnego nawet nie przyszłoby do głowy. Może na sukces trzeba będzie jeszcze poczekać. Może – ten komercyjny – nie nadejdzie nigdy. Nie zawsze i nie wszędzie jednak chodzi wyłącznie o pieniądze.


Źródła: [1] Dagsavisen.no, [2] Lerkekasa.no
Zdjęcie tytułowe: Photo by Alex Shu on Unsplash

Zostaw komentarz