Gdyby obudzić się w Hokitice zupełnie niespodziewanie, trudno byłoby zorientować się, gdzie się jest. Nie tylko w którym kraju, ale nawet w której części świata. Bo Hokitika nie jest jedną z tych egzotycznych miejscowości, z którymi kojarzy się Nowa Zelandia. Wręcz przeciwnie – niewielka miejscowość na Południowej Wyspie swoim klimatem i „dramatycznym” krajobrazem przypomina raczej deszczową część Europy.

Pada tu i wieje tak często, że miejscowi postanowili nadać Hokitice przydomek cool little town, chłodne małe miasteczko. Jest jednak rzecz, którą Hokitika wyróżnia się w szczególności. To festiwal Driftwood & Sand.

Hokitika znajduje się nad rzeką o tej samej nazwie, w miejscu gdzie ta uchodzi do oceanu. Po drodze przez lasy zabiera ze sobą liczne gałęzie i wszystkie inne rzeczy, które wpadną do wody. To tzw. detrytus lub detryt[1], czyli pozostałości materii organicznej. Szczątki roślin i zwierząt, które mogą spoczywać w glebie, ale też dryfować w zbiornikach wodnych i ciekach.

Specyficzne położenie Hokitiki sprawia, że to wszystko, co zostało wyrzucone do oceanu, szybko ląduje z powrotem na wybrzeżu

Głównie patyków i gałęzi – z których składa się detrytus – jest tak dużo, że wśród miejscowych krąży powiedzenie: gdyby nad plażą zestrzelić gołębia, znalezienie go zajęłoby godziny. Wyrzucone na brzeg „śmieci” można usuwać. Można zostawić je w spokoju. Można też – jak mieszkańcy nowozelandzkiego miasteczka – wykorzystać je kreatywnie.

Przyjezdnych na plaży wita ustawiony z wyrzuconych na brzeg gałęzi napis HOKITIKA. Być może brakuje mu splendoru znanego z Hollywood, ale przynajmniej nie potrzeba kilkudziesięciu tysięcy żarówek do jego oświetlenia. Co więcej, lokalnych mieszkańców cieszy wcale nie mniej.

Efektowny napis wygląda na tyle ciekawie, że niektórzy zaglądają tu tylko po to, by na niego popatrzeć. Jeśli zaś mają szczęście i przyjadą o odpowiedniej porze roku, mogą trafić na Hokitika Driftwood & Sand Festival[2].

Po raz pierwszy święto odbyło się w 2002 roku, przy okazji większego festiwalu sztuki. Jeden z artystów, Donald Buglass, już od dłuższego czasu zastanawiał się nad możliwością ustawienia rzeźb na plaży. Kiedy zaś okazało się, że w ramach festiwalu można zorganizować wydarzenia towarzyszące, pomysł nabrał realnych kształtów.

Buglass zachwycał się ilością dostępnego materiału i niewykorzystanym – dotąd – potencjałem. Wskazywał też, że to prawdziwe marnotrawstwo, iż ludzie przychodzą na plażę wyłącznie po to, by wyprowadzić psy albo nazbierać drewna na opał. A mogliby robić coś zdecydowanie bardziej kreatywnego…

W Hokitika Driftwood & Sand Festival może wziąć udział każdy – wpisowe wynosi 10 dolarów nowozelandzkich

Festiwal Driftwood & Sand organizowany jest co roku. Uczestnicy mają za zadanie zbudować najciekawszą strukturę – głównie z tego, co zastaną na miejscu, na plaży. Nie ma żadnych wytycznych, które sugerowałyby, rozmiar, formę czy wygląd konstrukcji. Jedynym ograniczeniem jest wyobraźnia poszczególnych budowniczych. Ci zaś regularnie wykazują się kreatywnością.

Organizatorzy mówią, że widzieli już wielkie ludzkie dłonie wyciągnięte ku niebu, figury ludzi, a nawet feniksa powstającego z popiołu ogniska. Wszystko oczywiście w dużej mierze z detrytusu. Nigdy nie jest łatwo o wyłonienie zwycięzcy.

Zwykle nieco ponad połowa uczestników wydarzenia to stali mieszkańcy Hokitiki. Pojawiają się też przyjezdni – niektórzy celowo, inni zupełnie przypadkiem. Przyjeżdżają i zostają, dowiedziawszy się, o co chodzi.

Nie znaczy to jednak, że Driftwood & Sand Festival Hokitika odbywa się całkowicie bez przeszkód.

Pomijając czynniki ludzkie, figle potrafi spłatać pogoda. Bywa niekiedy bardzo zimno. Zdarza się też, że w ogóle nie ma z czego budować. I gdyby tego było mało, niekiedy nie ma nawet gdzie budować. Bo plaża zniknęła pod wodą. Z tego też powodu plażowe rzeźby nie są długowieczne. Któregoś razu fala zniszczyła wszystkie prace festiwalowe zaledwie pół godziny po ogłoszeniu wyników.

Niezależnie jednak od ewentualnych przeszkód czy niepowodzeń przy organizacji festiwalu, Hokitika w Nowej Zelandii ma coś, czym się wyróżnia. Pokazuje też, że można zrobić coś z niczego. I dotyczy to zarówno prac konkursowych z wyrzuconego przez ocean materiału, i samego festiwalu. Ten nie wymaga przecież zaangażowania środków, wielomilionowych budżetów i panteonu gwiazd. Jedynie odrobiny wyobraźni i pozytywnego nastawienia.


Źródła: [1] sciencedirect.com, [2] driftwoodandsand.co.nz

Zdjęcie tytułowe: Plaża Hokitika, Nowa Zelandia (Image by James Hammond from Pixabay)

Zostaw komentarz