Wiecznie dostępni, wiecznie online. Podłączeni do sieci przez 24 godziny na dobę. Technologia, która miała ułatwiać życie, wielu użytkownikom je zrujnowała. Płacą pogorszonym zdrowiem psychicznym, ale i fizycznym. Stąd coraz więcej osób decyduje się przejść cyfrowy detoks, czyli odpocząć od internetu oraz urządzeń elektronicznych.

Są wszędzie. W XXI wieku nawet lodówki muszą być smart. Zresztą co tam lodówki, to już niemal przeżytek. A gdyby ktoś zażyczył sobie „inteligentny czajnik” wyposażony np. w Bluetooth? Nic prostszego. Za pomocą aplikacji można zagotować wodę. Można też otrzymać na swój telefon powiadomienie, kiedy już zagotowana woda ochłodzi się do założonej temperatury – optymalnej choćby do parzenia zielonej herbaty.

Ciśnie się na usta pytanie – czy świat zwariował?

Ani trochę. Postęp technologiczny nie jest niczym nowym. Podobne wątpliwości towarzyszą nam od wieków. Początkowo nikt przecież nie wyobrażał sobie, że ktokolwiek mógłby mieć własny komputer w domu. Tak samo z początku nie wyobrażano sobie, że ktokolwiek przy zdrowych zmysłach mógłby wsiąść do samochodu. Zatem nie świat zwariował – na swój sposób zwariowaliśmy my. Albo – by nie brać na siebie niewygodnej odpowiedzialności – daliśmy się zwariować.





Media społecznościowe towarzyszą nam wszędzie – w pracy, w domu, na wakacjach, w toalecie

Telefon – smartfon z dostępem do internetu – mamy przy sobie praktycznie bez przerwy. Nawet w domu, przechodząc z jednego pomieszczenia do drugiego, zabieramy ze sobą urządzenie. Nie dlatego, że potrzebujemy go w danym momencie użyć. Dlatego, żeby niczego nie przegapić. Fear of missing out (FOMO) to jeden z objawów uzależnienia od mediów społecznościowych czy od internetu ogółem. To również jeden z powodów, dla których warto zdecydować się na cyfrowy detoks.

Objawy uzależnienia od internetu i mediów społecznościowych

  • FOMO – przygnębiający strach przed przegapieniem czegoś interesującego, poczucie że inni, oglądani w internecie, prowadzą ciekawsze życie, lepiej się bawią, mają i doświadczają więcej,
  • sygnały fantomowe – kiedy ktoś przekonany jest, że właśnie usłyszał powiadomienie albo poczuł wibracje telefonu, a po sprawdzeniu okazuje się, że nie pojawiło się nic nowego,
  • potrzeba ciągłego sprawdzania telefonu – odświeżanie kanałów na Facebooku czy Instagramie, wypatrywanie wiadomości na Messengerze (bo a nuż aplikacja się popsuła i nie było powiadomienia),
  • potrzeba nieustannego aktualizowania statusów – co uniemożliwia prawdziwe cieszenie się czy przeżywanie wydarzeń w świecie rzeczywistym (np. obiad stygnie, bo jego zdjęcie musi natychmiast pojawić się na Instagramie),
  • przeglądanie internetu w środku nocy – sprawdzanie telefonu podczas przebudzenia w nocy zamiast po prostu odwrócić się na drugi bok i spróbować ponownie zasnąć,
  • wahania nastroju związane z „liczbą lajków” – jeśli jest ich więcej niż zwykle, pojawia się euforia; jeśli mniej – przygnębienie i żal,
  • media społecznościowe jako wypełniacz czasu – sprawdzanie, co nowego na Facebooku, Instagramie, oglądanie filmów na TikToku w każdej chwili, np. podczas oczekiwania w kolejce do kasy
  • irytacja lub zagubienie w razie braku dostępu do internetu – nawet kilkanaście minut offline staje się problemem

To tylko wybrane, przykładowe objawy uzależnienia od mediów społecznościowych oraz internetu. Można potraktować je jako wskazówki sugerujące istnienie pewnego problemu. Z pewnością warto też na chłodno przeanalizować swoją „relację” z mediami społecznościowymi. Ustalić, jakie emocje wzbudzają Facebook, Instagram, TikTok, Snapchat i inne aplikacje. A potem prześledzić, ile czasu zajmuje każda z nich i jak wpływa na inne dziedziny życia. Wnioski bywają zaskakujące.

Czym jest cyfrowy detoks, czyli świadomy odpoczynek od internetu, mediów, urządzeń elektronicznych

Badanie z 2016 roku przeprowadzone w Wielkiej Brytanii wykazało, że 58% użytkowników smartfonów sprawdza powiadomienia w ciągu 30 minut przed pójściem spać, a 69% w ciągu 30 minut od obudzenia.

Deloitte Global Mobile Consumer Survey, UK edition 2016[1]

Cyfrowy detoks, z angielskiego digital detox, to sposób, by uwolnić się spod władzy mediów społecznościowych oraz internetu, a przede wszystkim globalnych korporacji, które za nimi stoją.

Polega na tym, by wylogować się z portali społecznościowych, wyłączyć transfer danych lub połączenie z siecią Wi-Fi, wyłączyć telefon. Nie istnieje jedna słuszna metoda przeprowadzania cyfrowego detoksu, podobnie jak nie zostało określone, jak długo powinien on trwać. Zwykle jednak im dłużej, tym lepiej – bo dopiero po pewnym czasie ujawniają się wszystkie aspekty uzależnienia.

Korzyści z cyfrowego detoksu

Dlaczego warto zrobić sobie cyfrowy detoks? Korzyści wymienione poniżej to tylko początek:

  • więcej wolnego czasu, który można spędzić w świecie rzeczywistym,
  • relaks dla oczu zmęczonych nieustannym wpatrywaniem się w niewielki ekran,
  • obniżony poziom stresu,
  • zmniejszone ryzyko stanów lękowych wywoływanych potrzebą ciągłego bycia online,
  • poprawa kontaktów z otoczeniem,
  • lepszy sen,
  • zdrowsze relacje z bliskimi.

Nie u każdego i nie u każdego w takim samym stopniu wystąpią powyższe korzyści – cyfrowy detoks jest procesem bardzo indywidualnym i każdy odczuje go w inny sposób. Niezależnie jednak od swoich oczekiwań (bądź ich braku), warto spróbować. Choćby po to, by przekonać się, że można. I pokazać sobie, że Mark Zuckerberg ma kontrolę nad przynajmniej jedną osobą mniej niż by chciał. Aha, Facebook nie jest najlepszym miejscem do informowania o tym fakcie…

Jak przeprowadzić cyfrowy detoks – małe kroki lub skok na głęboką wodę, każda opcja jest dobra

Wyłączenie telefonu, odłączenie routera od sieci, wyjęcie z gniazdka wtyczki od telewizora, wyrzucenie radia, pozbycie się inteligentnego czajnika… Z pewnością są to „jakieś” sposoby na cyfrowy detoks. Często jednak wszelkie brutalne metody nie zdają egzaminu, jeśli mają przynieść efekt na dłużej.

Warto zatem podejść do „internetowego odwyku” bardziej realnie, a przede wszystkim potraktować go jako plan wyrobienia nowych nawyków, a nie tylko krótkotrwały eksperyment.

Jeśli postanowisz sobie, że np. przez 24 godziny nie dotkniesz smartfona, znakomicie. Przy pewnym poziomie silnej woli na pewno ci się uda. Ale jeśli cały ten czas spędzisz na odliczaniu do końca i zastanawianiu się, co zastaniesz po „powrocie do internetu”, to nie ma większego sensu. Jedyne, co się zmieni, to to, że jeden raz bateria rozładuje się wolniej…

Co można zrobić w zamian?

  • wyłączyć zbędne powiadomienia,
  • trzymać telefon w jednym miejscu,
  • nie wnosić telefonu do miejsca spania,
  • ustawić tryb „Nie przeszkadzać”,
  • wylogować się z mediów społecznościowych,
  • ustalić limity czasowe dla poszczególnych aplikacji.

Wyłączenie powiadomień w aplikacjach (Messenger, Instagram, Tandem itp.)

Być może jest to dobry moment, by przywrócić do życia istniejącą przed laty zasadę – jeśli ktoś potrzebuje czegoś pilnie, zadzwoni. Jeśli nie, może poczekać. Wyłączenie powiadomień z aplikacji i mediów społecznościowych zmniejsza pokusę sięgnięcia po telefon. Odbiera urządzeniu możliwość wołania użytkownika – odrywania go od innych zajęć. Zamiast być na każde piknięcie aplikacji, można sprawdzić, co nowego, w samemu wybranym czasie. W wolnej chwili, na własnych zasadach.

Jedno miejsce na telefon – niemal jak powrót do czasów stacjonarnych

Jeśli telefon nie leży w zasięgu ręki, maleje pokusa, by nieustannie po niego sięgać. Człowiek, w zgodzie ze swoją naturą, dąży do minimalizowania wysiłku. Prawdopodobnie więc zastanowi się dwa razy, czy na pewno chce mu się wstawać z wygodnej kanapy wyłącznie po to, aby pójść do szafki przy drzwiach wejściowych, gdzie czeka telefon, i zobaczyć, czy ktoś przypadkiem nie dodał czegoś nowego na Instagramie. Jak widać, zdarzają się sytuacje, w których wrodzone lenistwo okazuje się pożyteczne.

Sypialnia – miejsce bez telefonu, telewizora i innych urządzeń

Sprawdzanie mediów społecznościowych bezpośrednio przed wstaniem czy zaraz po obudzeniu to problem bardziej poważny niż się wydaje. Niebieskie światło emitowane przez ekrany utrudnia zasypianie. Trzymanie telefonu z dala od łóżka, niewnoszenie go do sypialni pomaga oprzeć się pokusie. Co z budzikiem?, można by zapytać. Niech telefon budzi z przedpokoju. Można też zainwestować kilkanaście złotych w klasyczny budzik (taki bez opcji łączenia się z internetem). Na podobnej zasadzie warto zrezygnować z telewizora w sypialni – by oddzielić miejsce rozrywki od miejsca snu.

Tryb „Nie przeszkadzać”, czyli połączenia przychodzące tylko od wybranych numerów

Łatwo powiedzieć – wyłącz telefon i zapomnij o świecie… Świat jednak nie zapomina. Zdarzają się sytuacje awaryjne, kiedy po prostu trzeba się skontaktować. Rozwiązaniem jest tryb „Nie przeszkadzać” – lub inny w zależności od modelu telefonu, działający na podobnej zasadzie. Wycisza on wszystkie próby kontaktu od osób, które nie znajduję się na białej liście. Na „listę dozwolonych”, których telefon ma nie wyciszać, można dodać najbliższe osoby – te, które mogłyby dzwonić np. z prośbą o pomoc. Alternatywne ustawienie pozwala też na kontakt osób, które spróbują dodzwonić się drugi raz w ciągu 3 minut, co sugerowałoby, że sprawa jest pilna.

Wylogowanie z mediów społecznościowych (nie trzeba usuwać kont)

Zapamiętanie hasła, ułatwione logowanie, niewylogowywanie się – a wszystko to po to, by jeszcze łatwiej zaglądać do mediów społecznościowych. By marnować poświęcać na nie jeszcze więcej czasu. Najczęściej to, co jest korzystne dla firm stojących za mediami społecznościowymi, jest jednocześnie niekorzystne dla ich użytkowników. Warto wylogowywać się z Facebooka czy Instagrama po każdym użyciu i usunąć zapisane hasła(hasła, rzecz jasna, powinny być skomplikowane i unikalne – to porada zdrowotna, ale i techniczna), tak żeby każdorazowo trzeba było wprowadzić je ręcznie. Ponownie liczyć można, że zwycięży lenistwo – i okaże się, że „jednak potrzeba przeskrolowania aktualności może trochę poczekać”. Mała wygrana, a cieszy.

Limit czasu w aplikacjach i na stronach internetowych

Skoro wszystkiemu winna jest technologia, to właśnie technologię warto wykorzystać przeciwko niej samej. Można ustawić limity czasu poświęconego danej aplikacji, np. 15 minut dziennie na Instagrama. 10 minut na TikToka. Oczywiście, każde ograniczenie da się obejść – mniej lub bardziej łatwo. Ale nie na tym cyfrowy detoks polega, by omijać ograniczenia. Polega na tym, by odzyskać kontrolę nad własnym życiem – i nie obudzić się któregoś razu ze smutnym stwierdzeniem, że świat rzeczywisty całkowicie już stracił na znaczeniu. Że liczy się tylko to, co online.

*

Cyfrowy detoks jest dla każdego – bez względu na to, czy na bycie online poświęca dziennie kwadrans czy pięć godzin. Życie jest zbyt krótkie, by marnować je w social mediach, nie otrzymując absolutnie nic w zamian.


Zdjęcie tytułowe: Marvin Meyer/Unsplash
Źródła: [1] deloitte.co.uk [PDF],

Napisz komentarz